Dzięki dociekliwości „Głosu Wielkopolskiego” wyszło na jaw, że w Towarzystwie Budownictwa Społecznego Nasz Dom brakuje istotnych dokumentów finansowych z początkowych lat istnienia spółki: 2000-2001. Kontrolerzy z poznańskiej delegatury NIK nie zbadali, co działo się wtedy w tym podlegającym wpływom polityków PiS TBS-ie (przewodniczącym Rady Nadzorczej był wtedy Jan Filip Libicki), chociaż wiadomo było o licznych nieprawidłowościach.
Rewizja kontrolowana
O nadużyciach w poznańskich TBS-ach było głośno przed kilkoma laty. Potwierdziła je kontrola komisji rewizyjnej Rady Miasta oraz Najwyższej Izby Kontroli. Najwięcej zastrzeżeń było do Poznańskiego TBS i TBS Nasz Dom, którego gorącym orędownikiem powstania byli Jacek Tomczak oraz Artur Różański – wtedy radni PiS. W umowie tej spółki podpisanej w imieniu miasta przez Przemysława Smulskiego (PiS) i Macieja Frankiewicza znalazło się kuriozalne zastrzeżenie, że zmiany Rady Nadzorczej wymagają zgody wszystkich wspólników. Tym samym władze Poznania, mając ponad 99 procent udziałów w spółce, nie miały możliwości skutecznie sprawować nadzoru. Symboliczni udziałowcy, związani z PiS posiadali większość w radzie nadzorczej. To miało zagwarantować nienaruszalność politycznej kontroli nad spółką.
– Mam wrażenie, że w pierwszym okresie funkcjonowania TBS Nasz Dom wyparowało z tej spółki około 2 milionów złotych – mówił nam w 2005 roku Tomasz Górski (ówczesny radny PiS i członek komisji rewizyjnej). W oficjalnych działaniach nie był już tak zdecydowany, a rezultaty pracy komisji nie przyniosły spodziewanych rezultatów.
Osoby związane z pierwszym kierownictwem Naszego Domu miały wpływ na kontrolę podjętą przez radnych miejskich. Artur Różański, jako szef komisji mieszkaniowej Rady Miasta Poznania wnioskował w czerwcu 2002 roku, by nie kontrolować jedynie Naszego Domu, lecz wszystkie TBS-y. Jego pomysł popierał Jacek Tomczak, szef klubu radnych PiS. Obaj politycy byli wtedy udziałowcami spółki Poznań 3D powiązanej personalnie z TBS-em PiS-u. Dzięki objęciu kontrolą innych towarzystw nieprawidłowości związane z Naszym Domem utonęły wśród licznych innych.
Rozmywanie kontroli
Kontrolą poznańskich TBS-ów zajęła się także NIK. Stało się to dopiero ponad rok po ujawnieniu przez prasę nieprawidłowości. Ogłoszone w połowie 2006 roku ostateczne wyniki kontroli okazały się zaskakująco pozytywne.
– Brak nadzoru był oczywisty i ewidentny. Na dodatek ten stan trwał kilka lat i nie sposób racjonalnie tego wytłumaczyć – mówi Hubert Świątkowski (radny PO, w poprzedniej kadencji wiceprzewodniczący komisji rewizyjnej). – Ktoś powinien chyba za to odpowiedzieć. Przecież tylko w 2005 roku miasto musiało dopłacić kilkanaście milionów złotych, żeby spłacić długi tych spółek.
Trudno nie zadać pytania – dlaczego NIK kontrolowała Nasz Dom tylko za okres 2002-2004? Powstał on w 2000 roku. Największe nieprawidłowości w jego funkcjonowaniu – co było podnoszone publicznie – miały miejsce na początku jego działalności. Dotarliśmy do listu, z jakim 15 marca 2004 posłanka PiS, Małgorzata Stryjska zwróciła się do prezesa NIK, wnioskując o kontrolę w TBS Nasz Dom. Informując o uzasadnionych podejrzeniach, parlamentarzystka wnioskowała o przeprowadzenie kompleksowej kontroli działalności spółki. Z jakiego zatem powodu NIK nie sprawdziła, co działo się w Naszym Domu w latach 2000-2001?
Czy wpływ na zawężony zakres kontroli mógł mieć fakt, że prowadziła ją poznańska delegatura NIK, której wicedyrektorem był w tym czasie Tadeusz Dziuba? Łączą go bliskie związki z politykami związanymi z Naszym Domem. Pracujący w nim Artur Różański był pełnomocnikiem wyborczym Dziuby, gdy ubiegał się on w 2001 o mandat posła z listy PiS. Firma Różańskiego i Jacka Tomczaka (wspomniany Poznań 3D) prowadziła kampanię wyborczą wicedyrektora NIK (informowaliśmy o tym w artykule „Układ wyborczy”).
– Postępowaliśmy zgodnie z przepisami. Zakres i plan kontroli poznańskich towarzystw budownictwa został ustalony w naszej delegaturze, a zatwierdził go prezes NIK. Wybraliśmy akurat lata 2002-2004, bo uznaliśmy, że są one reprezentatywne do sprawdzenia ich funkcjonowania – twierdzi Jan Kołtun, dyrektor delegatury NIK w Poznaniu.
Pominięcie przez kontrolerów NIK lat 2000-2001 pozwoliło nie ujawniać odpowiedzialności za nieprawidłowości niektórych polityków oraz totalnego bałaganu w dokumentacji spółki. Uniknięto także ustalenia, jaką rolę odgrywało biuro znanego w Poznaniu tajnego współpracownika Służby Bezpieczeństwa, TW „Ryszarda”, który obsługiwał w tym samym czasie księgowość Naszego Domu i Poznań 3D.
Księgowość widmo
Postanowiliśmy sprawdzić finanse Naszego Domu z okresu, który pominęła NIK. Na początku listopada ubr. zwróciliśmy się do rzecznika prezydenta Poznania o wgląd w dokumentację TBS Nasz Dom. Zaznaczaliśmy, że zależy nam na szybkim rozpatrzeniu naszej prośby. Ta po kilku dniach została przekazana do spółki, z którą później musieliśmy toczyć wielomiesięczny bój o udostępnienie informacji publicznej. Zostaliśmy zmuszeni do skorzystania z renomowanej kancelarii prawnej, która pomagała nam przygotowywać liczne pisma. Otrzymywaliśmy na nie mniej lub bardziej pokrętne odpowiedzi lub niepełne informacje.
Nie ma się jednak czemu dziwić. W firmie panował bowiem taki bałagan, że tylko dzięki naszemu uporowi udało się stwierdzić, że w TBS Nasz Dom brakuje dokumentacji księgowej za trzy lata obrotowe! Obecny prezes spółki, Karol Cyrulik nie był w stanie powiedzieć, gdzie są te dokumenty. Nie jest wykluczone, że nigdy ich w spółce nie było. Po kilku miesiącach poszukiwań „odnaleziono” twardy dysk, na którym istnieją jakieś zapisy księgowe. Dotyczą one jednak tylko 2002 roku. Nadal nie ma ksiąg za lata 2000-2001, co jest poważnym przestępstwem karno-skarbowym. Wówczas księgowość w firmie prowadziło biuro rachunkowe TW „Ryszarda”. Ale i on nie może odtworzyć dokumentacji, bo ponoć… zabrał ją Urząd Kontroli Skarbowej.
Rezultaty naszych działań w pewnym momencie otrzeźwiły Urząd Miasta, który na bieżąco był informowany o utrudnieniach stosowanych przez prezesa Cyrulika. Beata Kocięcia, dyrektor Biura Nadzoru Właścicielskiego spowodowała, że Rada Nadzorcza spółki wszczęła kontrolę, by zapoznać się ze skalą nieprawidłowości. Tymczasem jej członkowie powoływani są właśnie po to, by pełnić funkcje kontrolne w firmie. Jaki to był nadzór, skoro przez całe lata (aż do naszej interwencji) nawet nie stwierdzono braku najważniejszych dokumentów finansowych!
Towarzystwa partyjne
TBS-y z udziałem miasta Poznania miały swój polityczny rodowód (po dwie spółki kontrolowała prawica i lewica, a jedna przypadła PO i byłej UW). O tych politycznych przechowalniach stało się głośno w całej Polsce, gdy w październiku 2003 roku ujawniliśmy, że władze Poznania spisały umowy spółek w taki sposób, że nie mogły nad nimi sprawować nadzoru. Symboliczni udziałowcy, związani z partiami politycznymi posiadali większość w radach nadzorczych i decydowali o składach zarządów.
Kontrola korygowana
Raport z kontroli był kilka razy poprawiany na korzyść jednostek kontrolowanych. Ostateczna jego wersja pojawiła się dopiero w sierpniu ubiegłego roku. Wynika z niej, że NIK pozytywnie oceniła działalność tego towarzystwa, choć Nasz Dom dopiero po czterech latach oddał pierwsze mieszkania (opóźnienia spowodowały, że spółka utraciła prawo umorzenia 10 procent kosztów przedsięwzięcia finansowanego przy udziale pieniędzy z Krajowego Funduszu Mieszkaniowego), zaś ich jakość pozostawia do dziś wiele do życzenia. NIK wskazała jednak, że na zaledwie kilku zatrudnionych aż sześciu zajmowało kierownicze stanowiska z wynagrodzeniami, które sięgały 6200 złotych. W kontrolowanym okresie na osoby te spółka wydała dodatkowo ponad 100.000 złotych (zwrot kosztów telefonicznych i ryczałty za używanie prywatnych samochodów).
Autor artykułu: Krzysztof M. Kaźmierczak, Piotr Talaga